niedziela, 1 lutego 2015
Rozdział 9
Vicktoria's POV
Nadal nie jestem pewna. Coś jest nie tak. To Clarissa zawsze jest pierwsza, jeśli chodzi o chłopaków, a teraz... prawie milczy. Jestem prawie pewna, że coś ukrywa.
-No, to my się już chyba będziemy zbierać, nie?- moje zamyślenia przerwała Rose. Amy przytaknęła, podobnie jak Clarissa.
Przyjacielsko się z nimi pożegnałam. Poczekałam z pół godziny i wybrałam numer do Clar. Słyszę jej głos: Vicki? Coś się stało?. chyba płakała.
-Nie, nic. Chciałam się tylko zapytać, czy mogłabyś u mnie nocować? No wiesz... to ostatnia nocka przed szkołą... dziś sobota.
-Ymmm... ok. Będę za jakieś 30 minut.
-Czekam.- uśmiechnęłam się i rozłączyłam.
W czasie oczekiwania na gościa wysprzątałam porządnie salon. W momencie, kiedy skończyłam i usiadłam na kanapie usłyszałam dzwonek do drzwi. Będę musiała wstać... zrobiłam to i otworzyłam.
-Cześć, kochana- przywitała się.
-Hej! Chodź, rozgość się.
Zauważyłam to. Wyraźnie coś ją gryzie. Oglądamy w spokoju film, kiedy nagle odzywa się Clar:
-Słuchaj... muszę ci coś powiedzieć.
-Co takiego?- pytam zdziwiona.
-Bo...ja...ja...- jąka się.
-Spokojnie. Nie masz się czego przede mną wstydzić.
-Ja kocham Harry'ego. Ale nie tylko. Niedawno byliśmy jeszcze parą.
-Kiedy zerwaliście? Czemu mi nic nie powiedziałaś?
-Dzisiaj... nie wiem. Myślę, że po prostu bałam się waszej reakcji, bo on... no cóż, nie jest taki jak wszyscy.
-Że co? Dlaczego zerwaliście?- zadręczam ją pytaniami. Serio nie wiem kiedy przestać.- Przepraszam...
-Nie masz za co, masz prawo wiedzieć. To on to zakończył. Nie powiedział mi dlaczego.- jej oczy zaczęły być jak szklane. Harry... No błagam. Do jakiego stanu ty potrafisz doprowadzić człowieka jednym zdaniem?
Nie wiem, co powiedzieć, więc tylko ją przytulam. Myślę, że tak czy siak nie trzeba się odzywać.
-Dlaczego to tak boli?- zaczęła szlochając w moje ramię.
-Tak to już po prostu jest. Nic z tym nie zrobimy- próbuję ją pocieszyć.
Gdy jej łzy nadal lecą na mój T-shirt wracam myślami do wieczoru spędzonego z Liamem. W jego oczach było coś podobnego jak wtedy u Harry'ego kiedy zabierał mnie do kina. Nie, tylko żeby on się we mnie nie zakochał. Jeśli już, to tylko zauroczył. Na pewno. I tak mam już za dużo zmartwień na głowie. Mój mózg chyba zamienił się w papkę od tych wszystkich myśli. Nie wiem co o kim mam sobie myśleć. Najpierw Harry, Clarissa... a teraz... może... Liam? Nie, nie będę wyciągać pochopnych wniosków.
-Mogłabym prosić o coś do picia?- moje zamyślenie zostało przerwane przez cichy głos Clar.
-Oczywiście, nie ma problemu. Masz ochotę na lody?
-Chętnie, dziękuję.- uśmiecha się przez łzy.
Zerknęłam na zegarek- dochodzi ósma. Słyszę, że oddech Clarissy już się uspokoił.
-Jaki chcesz smak?- krzyczę z kuchni.
-Zależy, jakie są?- odpowiada.
-Hmm... spójrzmy. Czekoladowe, miętowe z czekoladą, śmietanowe, waniliowe i kawowe- mówię zaglądając do zamrażalki. - Ale ja zaklepuję kończące się już miętowe, więc traktuj to tak, jakby ich już nie było!- śmieję się.
-W takim razie ja chcę śmietanowe i kawowe- odpowiada tym samym.
Zajadając się lodami oglądamy wyjątkowo nudny horror. Nie wiem jak można to tak nazwać, więc przełączamy na nasz ulubiony film. Kiedy się skończył, oglądałyśmy jeszcze paręi stałyśmy się senne.Tak senne, że nie miałyśmy siły przejść do sypialnii zasnęłyśmy na kanapie w salonie. Była taka wygodna...
Po godzinie snu obudziła mnie zapłakana Clarissa.
-Clar! Co się stało?- pytam prawie krzycząc.
-To był on!- krzyczy z rozpaczą.
-Jaki on?
-Harry!
-Ale gdzie? I co on tam robił?- dopytuję nierozbudzona.
-We śnie... już mówię. Na początku byłam z tobą, Rose i Amy w kinie. I wtedy usłyszałam znajomy mi głos. Okazało się, że to był on, Vicki. To był Harry.
Słuchałam z napięciem.
-Powiedział, że musimy wyjść z budynku, więc poszłam za nim. Najpierw mnie przytulił, a potem zapytał czy chcę z nim być, a ja na to, że nie wyobrażam sobie życia bez niego. W tamtym momencie przyszła jakaś dziewczyna i zapytała kim ja jestem, żebym przytulała jej chłopaka.
Uciszyłam ją dłonią na znak, że nie musi nic więcej mówić.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz