sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 7



      -Że co?- chyba nie dosłyszałam.
-Zakochałem się w tobie. Słyszałaś.- mówi zawstydzony.
-Jak to?- to nie może być prawda. Tylko nie to.
-No... nie wiem... tak po prostu.
-Harry... ja przepraszam, ale mógłbyś mnie odwieść do domu? Muszę to sobie wszystko dokładnie przemyśleć...
 Zgodził się. Gdy zostawiał mnie pod mieszkaniem, padło krótkie ,,pa'', po czym wbiegłam do domu nie zamykając za sobą drzwi. Popędziłam do pokoju niczym burza,  zamykam drzwi na klucz, żeby nikt mi nie przeszkadzał. Nie minęła minuta, a usłyszałam pukanie do drzwi.
-Vicki!- usłyszałam głos mojej siostry Jenny.
-Odejdź stąd. Chcę zostać sama.- odpowiadam sucho.
-Porozmawiajmy. Z problemami nie powinno się zostać sam na sam.
 Może ma rację? No dobra, otworzę. Naciskając na klamkę zastanawiam się czy aby na pewno dobrze robię.
-Co się stało?- widać zmartwienie na jej twarzy.
-Mam małe problemy w szkole- kłamię. Nie chcę, żeby ktoś o tym teraz wiedział. Sama muszę się nad tym zastanowić. Wpuściłam ją tylko po to, żeby później mnie nie zadręczała pytaniami.
-Jakie problemy? Jesteś pewna, że sobie poradzisz?- pyta z troską.
-Tak, jestem- zmusiłam się do uśmiechu.- mogłabym teraz pobyć sama? Muszę sobie wszystko przemyśleć.
 Przytaknęła i wyszła z pokoju.

                                                                          ***

 Otworzyłam oczy. Znowu nie zorientowałam się, kiedy zasnęłam. Zobaczyłam, że dostałam sms od Harry'ego: Wszystko dobrze? Jak się czujesz?
 Postanowiłam mu nie odpisywać. Zerknęłam na zegarek- czas iść na śniadanie. Telefon zostawiłam w sypialni i ruszyłam w kierunku kuchni. Moja mama siedziała przy naszym blacie popijając kawę ze swojego ulubionego, zielonego kubka. Miała na sobie jeansy i białą bluzkę w szare kwiaty z trzy-czwartym rękawem. Obok niej była Jenny zajadająca się jajecznicą. Ubrana była w dresowe spodnie i gładką, czarą bluzkę na ramkach. 
-O, hej- przywitała się delikatnie moja siostra.
-Cześć- uśmiechnęłam się.
 Robiąc sobie tosty z serem i szynką zaczęłam myśleć o Harrym. Ta sprawa nie daje mi spokoju. Byłam tak pogrążona w swoich myślach, że nie zauważyłam, kiedy spaliłam posiłek.

niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 6


Ten rozdział dedykuję Wiktorii N.


              Kiedy podjechałyśmy pod dom atmosfera nadal była gęsta, ale już nie tak bardzo.
-Mam nadzieję, że to jedyny przyjaciel, o którym nie wiedziałam?- pyta z ciekawością w głosie.
   Ona chyba nie ma pojęcia o Harrym, jednak nie chcę, by się poznali. Jest on inny niż wszyscy... Ma zdecydowanie inny styl, a w dodatku ma mnóstwo tatuaży. Jego charakter jest również inny. Czasem jest arogancki, humorzasty... wow. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że rzeczywiście wiele nas dzieli.
-Tak- kłamię.
-To dobrze.
   I znowu. Kurde, Harry. Dlaczego nie mogę wyrzucić go z głowy?
-Idę do swojego pokoju- odzywam się, gdy wchodzimy do salonu.
   Kiedy wchodzę do pomieszczenia szybko opadam na łóżko i przetwarzam sobie w głowie jeszcze raz wydarzenia z dnia dzisiejszego.
   Budzę się wypoczęta. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Ubieram się i ogarniam jak każdego ranka, po czym biorę telefon i wychodzę. Schodzę cicho słowami. Krzyczę:
-Mamo, idę!- nie otrzymuję odpowiedzi, więc wychodzę.
 Wyciągam komórkę i dzwonię do Harry'ego.
-Halo?- słyszę jego głos.
-Harry, tu Vicki.- odpowiadam.- Oferta kina nadal aktualna?
-Tak- w jego głosie da się wyczuć podekscytowanie i na pewno teraz uśmiecha się do słuchawki.
-Podjedziesz po mnie teraz?
-Ok. Za 15 minut na przystanku?
-Okej- mówię i się rozłączam. Na nasze stałe miejsce spotkań mam jakieś 10 minut drogi. Mam nadzieję, że zdążę. Podchodzę tam akurat wtedy, kiedy Harry podjeżdża swoim samochodem.
 Jedziemy w ciszy. W połowie drogi odzywam się:
-Dlaczego akurat mnie zaprosiłeś do kina? No wiesz... w szkole jest przecież o wiele lepszych i ładniejszych lasek.
Harry spojrzał na mnie. Odczuwam skręt w żołądku, gdy wypowiada słowa:
-Vicki... ja się w tobie zakochałem.

Notka od pisarki: Przepraszam, że dziś 
tak krótki rozdział. Na kartce wydaje się
być dłuższy XD I za to, że wczoraj nie 
dodałam... Wynagrodzę wam to i za 
tydzień w weekend będą opublikowane
3 rozdziały ^_^ Dzisiaj nie napiszę, 
ponieważ niestety dziś również nie mam 
czasu :(

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Little Suprise!




   Informuję, iż od dzisiaj, każdy rozdziały (przynajmniej 2) będą się pojawiać co weekend. Musicie zrozumieć, że mam też swoje życie prywatnie, i nie będę siedzieć dzień w dzień 24 h na blogu :)
Nie przyjmijcie tego źle, serio :) Po prostu się nie wyrobię :)

Z Poważaniem: Ati ^_^ 👌👌👌

Rozdział 5



    Ten rozdział dedykuję Bananowi, i drogiej Shinni :')


      -O co ci chodzi?- pytam zła, że przerwała mi niesamowity film i czas spędzany z Liamem.
-Jeszcze się pytasz?! U kogo nocujesz?!- pyta z jadem w głosie.
-Nie znasz go.- docinam.
-No właśnie! Nie pozwolę ci szlajać się z obcymi!!!- wrzeszczy.
-To, że ty go nie znasz, nie znaczy, że ja też.- mówię przez zaciśnięte zęby.
-Co to ma być za ton!!!- krzyczy.- Do domu! Jadę po ciebie!- dodaje jeszcze głośniej.
-Nie masz po co. I tak nie wsiądę do samochodu.- dodaję, po czym się rozłączam.
-Ym... Vicki... Myślę jednak, że powinnaś jechać z mamą.- odzywa się nagle Liam.
-słyszałeś?- pytam zawiedziona.
-Twoja mama tak głośno krzyczała, że nie dało się nie słyszeć...- odpowiada poważnie.
-Ehh... no dobra. Skoro tak uważasz...- odpowiadam zrezygnowana, jednak nadal zła na matkę.- Idę się przebrać...- dodaję, gdy opuszczam salon.
   Czuję się tak, jakbym była odrzucona przez Liama, który jeszcze nigdy tego nie zrobił. Pewnie dlatego, że nie było takiej potrzeby, ale cóż... Wiem, że robi tak dla mojego dobra, ale po prostu nastawiłam się już na to, że będę u niego nocować.
Ubieram się w moje ulubione jeansy i biały T-shirt, w których tu przyszłam i oddaję dresy chłopaku, kiedy moja mama dzwoni do drzwi.
-Mimo wszystko dziękuję za zaproszenie.- mówię ciepło.
-Nie ma za co. Przyjemność po mojej stronie.- odpowiada grzecznie i uśmiecha się. Przyłapuję się na tym, że myślę o jego uroczym śmiechu. Jest idealny. Co ja wygaduję?!
Otwieram drzwi i od razu widzę wściekłą minę mojej matki. Łapie mnie za nadgarstek i bez słowa ciągnie mnie do auta, przez co nawet nie zdążyłam pożegnać się z przyjacielem. Kiedy ruszamy zaczyna karcić mnie, próbując się opanować.
-Dlaczego mi go nie przedstawiłaś? Wydaje się być ułożonym chłopakiem, więc nie ma się czego wstydzić.- wreszcie kończy się na mnie wyżywać.
-Tak, wiem. Przepraszam, po prostu nie było okazji.- mówię.
-Okej, ale żeby to mi był ostatni raz.- ostrzega, a mi przypomina się jutrzejsze kino z Harrym.
-Dobra. Aha, w takim razie jutro idę do kina z... Louisem.- tak naprawdę idę z Harrym.
-Na co?- ależ ona ciekawska.
-A co ci da ta wiadomość?
-Muszę cię jakoś kontrolować... wiesz... z dziećmi w twoim wieku nigdy nic nie wiadomo.
-Ugh. Ale nie w ten sposób. Ale jeśli już musisz wiedzieć, to sama nie wiem.- jestem coraz bardziej zirytowana... tak w ogóle ,,z DZIEĆMI w twoim wieku...'' Co? nie jestem dzieckiem.

                               *jeśli przeczytałeś/aś i chcesz ciąg dalszy zostaw komentarz ^-^*

Notka od pisarki: Proszę, moglibyście pisać
w komentarzach swoje odczucia na temat 
rozdziału, a nie tylko neeext? :D Byłoby 
miło ^_^

Rozdział 4


 

      Gdy skończyliśmy grać, byłam kompletnie wyczerpana. Nadal zupełnie nie rozumiem, jak można tak idealnie tańczyć.
-Może zamówmy pizzę?- proponuje Liam.
-Okej. Może być Hawajska?- odparłam. Jest to moja ulubiona pizza.
-Jasne. Jak sobie życzysz.- żartuje, po czym oboje się śmiejemy, a ja przyjacielsko uderzam go w ramię.
W czasie oczekiwania na pizzę idę wziąć odprężający prysznic. Czuję jak ciepła woda spływa po moim ciele wydostająca się z moich umytych włosów po wyjściu z pod prysznica. Robię sobie turban z jednego z dwóch ręczników, które dostałam od Liama, a drugi wykorzystuję do wytarcia  swojego mokrego ciała, by następnie ubrać dresy chłopaka. Kiedy zeszłam na dół, pizza leżała już na stole. Wzięłam pierwszy kawałek.
  Ledwo zrobiłam krok i spadła mi na podłogę. Ugh. Ale ze mnie niezdara.
-Ups! Bardzo przepraszam, Liam!- urywam kawałek ręcznika papierowego i wycieram tłuszcz znajdujący się na podłodze.
-Nie, nie szkodzi. Nie fatyguj się.- odpowiada i zabiera ścierkę.
-Nie, nie. Nalegam.- mówię i zabieram ją z powrotem.
-Oh, no ok.- Wzdycha, a ja chichoczę.- Uparciuch...-dodaje, a mój chichot zamienia się w śmiech.
-Co teraz chcesz robić?- pyta, gdy brud jest już całkowicie usunięty z paneli.
-Możemy pooglądać TV?- proponuję, na co on potakuje.
-Ok.- krótko i na temat.
   Włącza telewizję czarnym pilotem, i trafiamy akurat na jakąś zaczynającą się komedię. Wspólnie się śmiejemy, kiedy mój telefon zaczyna dzwonić i wibrować w jednym. To mama. Odbieram klikając zieloną słuchawkę, i od razu słyszę jej głośny jak chyba jeszcze nigdy krzyk:
-Co ty sobie wyobrażasz?!- auć... moje uszy. Myślę odsuwając lekko słuchawkę od uszu. Zapowiada się piekło..

                                *jeśli przeczytałeś/aś i chcesz ciąg dalszy zostaw komentarz ^-^*


Notka od pisarki: Proszę komentować! to dla mnie ważne :) 
Jest to moją motywacją- jeden komentarz- niby tak mało
dla was, a dla mnie wsparcie i gest docenienia mojej 
pracy c:

Rozdział 3




    Ten rozdział dedykuję Magdzie G. i Titusiowi ♥ [*] :c



       Wybieram piosenkę Happy Pharrella Williams'a. 
Zaczynam tańczyć. Wow... nie myślałam, że to będzie aż tak szybkie.
-Nie dam rady! To jest zbyt męczące!- śmieję się cicho krzycząc.
-Dasz radę!- Liam uśmiecha się dodając mi otuchy.- Nie przejmuj się.- dodaje ciszej.
  Piosenka się kończy, a ja jestem wyczerpana. Jak można tak tańczyć? Liam się uśmiecha, a ja siadam na kanapie, kiedy on wstaje, aby wybrać dla siebie piosenkę. Stawia na She Looks So Perfect- 5 Second Of Summer. Patrzę jak zamyka oczy, a na ekranie pojawia się samo Perfect. Zapewne wiele razy już to tańczył, ale i tak jestem pod sporym wrażeniem.
-Chcesz coś do picia?- pyta, gdy skończył taniec.
-Sok poproszę- uśmiecham się przyjaźnie.
  Idzie do kuchni. Wraca szybko. Za szybko.
-Soki się skończyły. Może być woda?- pyta.
-Tak, jasne- moje usta znów wykrzywiają się w uśmiech. Jego tak samo, po czym kieruje się z powrotem do kuchni. W oczekiwaniu na napój, dostaję sms od mamy: Siostra przywiezie ci klucz. Napisz mi gdzie jesteś to wyślę jej wiadomość z lokalizacją ;), na co odpisuję: Jestem u kolegi z klasy. Za chwilę dostaję odpowiedź: Napisz u którego. Eh. Mama nie zna Liama... Głupia sytuacja... Jakoś nie chcę, żeby się... znali.  Wyślę jej, ok? piszę. Pół minuty później odpisuje Ok. Wysyłam mojej siostrze sms z adresem, po czym odkładam telefon. W tym samym momencie przychodzi Liam.
-Stało się coś?- pyta.
-Nie, to tylko mama- odpowiadam z uśmiechem.
-Ok. Zastanawiałem się...no...jeślibyś chciała oczywiście...zostaniesz tu na noc?- jąka się, a ja wytrzeszczam oczy ze zdziwienia. Kurde. Co mam powiedzieć?
-Em... Okay- mówię próbując ukryć zaskoczenie.
-To może pójdziesz po rzeczy? A no tak... nie masz kluczy...- kończy zawstydzony.
-Taa... właśnie.
-A może pożyczyć ci jakieś dresy?- proponuje.
-No... dobra- uśmiecham się lekko.
                                                                       
                                                                             ***

Po odwiedzinach siostry przebieram się w dres Liama, po czym oboje siadamy w salonie. Moje myśli wciąż krążą wokół Harry'ego.
-Liam...-zaczynam patrząc mu w oczy.- Czy on mówił ci coś o mnie? No wiesz... Harry.- próbuję się czegoś dowiedzieć.
-Wiesz... mówił coś o jakimś kinie, ale żeby wiedzieć więcej, musisz iść do Zayna.- oznajmia. Nic nowego. Eh.
-Aha, ok. Dzięki- oboje się uśmiechamy.

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 2


                 
       Harry nadal miał trochę kwaśną minę, gdy odchodził. Nie mogę znieść tego wyrazu twarzy, więc staram się o tym nie myśleć. Nagle słyszę komunikat: Lekcje odwołane aż do poniedziałku.- mówi głos dyrektora przez radiowęzeł. Tak! Wreszcie wolne!- myślę. Teraz muszę zadzwonić do mamy.
-Halo? Mama?- mówię do telefonu.
- Tak skarbie?- odzywa się w słuchawce.
-Lekcje odwołane. Wracam za chwilę!- Aż krzyczę z radości.
-A dlaczego?- pyta zaskoczona.
-Nie wiem. Nie obchodzi mnie to.- mówię szukając wzrokiem Liama.- Mogę wracać autobusem?
-dodaję.
-Nie, nie możesz.- oznajmia. Co?
-Czemu?- pytam oburzona.
-Ponieważ, moja droga kluczyka z domu nie wzięłaś!- Kurde... rzeczywiście.
-Dobra, poradzę sobie.- Mówię w końcu znajdując Liama. A, no tak. Muszę się rozłączyć. Klikam czerwoną słuchawkę i ruszam w jego kierunku.
Ubieram kurtkę i szybko wybiegam ze szkoły. Chłopak siedzi na ławce przed budynkiem.
-Liam!- wołam go. Nie usłyszał.- Liam!!!- Drę się zdzierając przy okazji gardło. Obraca głowę w moją stronę uśmiechając się, kiedy mnie widzi.
-Co się dzieje?- pyta.
-Mogę do ciebie przyjść wcześniej?
-A o której dokładniej?- wydaje się trochę zaskoczony.
-No... może teraz?- uśmiecham się zawstydzona całą tą sytuacją.
-Czemu?- nie potrafię rozszyfrować wyrazu jego twarzy... mieszanka zaskoczenia, rozbawienia i podekscytowania? Nie wiem...
-Nie wzięłam klucza do domu.- jestem coraz bardziej zawstydzona.
-No, okay- odpowiada, na co się uśmiecham.
Droga na autobus przebiega w milczeniu. Nagle dostaję sms od Harry'ego. ,,Teraz ci wierzę''. Nie rozumiem, więc odpisuję ,,W jakiej sprawie?''. Nie minęło pół minuty, i dostaję odpowiedź: ,,Myślałem, że mnie spławiasz''. To chyba jakiś żart. ,,No coś ty.'' odpisuję.
    Chowam telefon do plecaka, bo oczywiście za chwilę otrzymać kolejną wiadomość od Harry'ego: ,,Wiesz jaki jestem :)''. Bez zastanowienia odpisuję ,,wiem ;)''. Trzymam telefon w ręce, bo myślę, że jeszcze coś napisze. Nie myliłam się, ,,Do jutra''. Uśmiecham się do komórki, po czym ją chowam. Gdy autobus podjeżdża, kupuję bilety u kierowcy.
-Kto do ciebie pisał?- Liam pyta z troską, gdy zajęliśmy już miejsca.
-To Harry- uśmiecham się.
-Aha- odpowiada.
Resztę drogi spędzamy na rozmowie o książkach. Oboje uwielbiamy czytać. Dotarliśmy. Liam wyjmuje klucze ze swojego plecaka. Celnie trafia w zamek. Przekręca metal, i jak za dotknięciem magicznej różdżki drzwi otwierają się. Nagle zrobiło mi się trochę żal Harry'ego. Przypomniała mi się jego mina, kiedy odchodził. Był smutny.
-Może w coś zagramy?- pyta Liam wyrywając mnie z zamyślenia. Przygotowuje konsolę.
-Co mi proponujesz?- uśmiecham się.
-W co tylko chcesz- odpowiada tym samym pokazując mi pudełka z grami.
-Może ta?- pokazuję na opakowanie o nazwie Just Dance 2015.
-Okay- odpowiada.
Wyjmuje płytę i wkłada ją do napędu. Czekamy w ciszy. W tym czasie wracam myślami do Harry'ego. Naprawdę było z nim coś nie tak. Ostatnio się jakoś zmienił. Na lekcjach bez przerwy się na mnie patrzy, podczas każdej przerwy zagaduje mnie,,, a co, jeśli się zakochał? Nie. To niemożliwe. Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi, a poza tym podoba mi się Lou...
-Chcesz zacząć?- pyta Liam.
-Dobra- odpowiadam z uśmiechem.


2 kom= next ;3 ♥

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 1

                                                                       


          Podchodzę do szafki, by wyjąć strój na w-f.
-Co za gówno!- krzyczę.- Dlaczego nie chcesz się otworzyć!!!
Jest. Po minucie zmagania się z tym cholerstwem wreszcie się otworzyła. Patrzę na zegarek- ups! Jednak  minęły aż dwie minuty, ale i tak nie jest źle. Jeśli się postaram, to zdążę. Biegnę przez korytarz, a następnie schody, które prowadzą do szatni. Udało się. Szybko się przebieram, by następnie skierować się na salę gimnastyczną. Dziewczyn- jak zwykle z resztą- jest nieparzyście. Tym razem to ja jestem sama. Nie wiem co robić, więc postanawiam podejść do Louisa. 
-Hej- witam się.
-Hej- odpowiada z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Mogę z tobą ćwiczyć?- pytam.- Oczywiście jeśli nie chcesz, nie musisz, nie obrażę się...- dodaję zakłopotana.
-Ok- odpowiada jak gdyby nigdy nic. 
Gdy zamieszanie było już trochę mniejsze, nauczycielka kazała wziąć piłki do siatkówki- no tak.
-Ćwiczymy podania!- krzyczy. 
Po skończonych zajęciach jestem zmęczona, jednak jakoś daję radę. Idę się przebrać. W trakcie drogi do szatni, jak zwykle podchodzi do mnie Liam.
-Hej- mówi.
-Cześć- odpowiadam ciepło. Liam to mój przyjaciel.
-Wpadniesz do mnie dziś wieczorem?- pyta z nadzieją w głosie. 
-Okay, w sumie czemu nie- Odparłam.
                        
                                                                             ***

Idę do szafki, by odłożyć swój strój. Spinam włosy w kok. Nagle czuję, że ktoś za mną stoi. To Harry.
-Co chcesz?- pytam wzdychając.
-Cześć, Victoria- mówi żartobliwie, na co się uśmiecham.- Chciałem tylko ci się o coś spytać, ale nie mogłem cię znaleźć.- odpowiada.
-Co się stało?- jestem lekko zaskoczona.- Co jest aż takie ważne, żeby szukać mnie po całej szkole?
-szybko, niedbale dodaję, by za chwilę zobaczyć... jego chyba trochę urażoną minę?
-Cóż... nie jest to zapewne ważne, ale czy chcesz pójść dziś ze mną do kina?- pyta z nutą zdenerwowania w głosie,
-Ugh... nie można by jutro?- pomrukuję na tyle głośno, aby mnie usłyszał.
-Dlaczego?- Czuję, jakby był trochę... hmm... zażenowany? nie, to nie to, ale wiem, że coś jest nie tak.
-Spotykam się dziś z Liamem- odpowiadam niedbale.
-Aha, no ok. W takim razie do jutra.- Mówi ze smutnym uśmiechem, po czym odchodzi.
Chwilę myślę, czy by za nim nie pobiec, i decyduję się na to.
-Harry! Zaczekaj!- nadganiam jego tempo.- Przepraszam...mam dziś zły dzień.- Mówię z trudem doganiając go.

2 kom= next ♥