środa, 1 lipca 2015

Rozdział 15



-Naleśnik z serkiem czy dżemem?- pyta mama z kuchni, w której pięknie pachnie.
-Z dżemem, poproszę.
-Okej, robi się.
-Za chwilę wracam, muszę coś sprawdzić.
Dokładniej, muszę iść do mojego pokoju, bo słyszę dziwne dźwięki. Wchodzę do pokoju i widzę moją siostrę, Jenny szperającą w moich szufladach z jakimiś papierami.
-Co ty tu robisz? To przecież mój pokój.
-Yyyym... tak, no tak. Przepraszam, już idę- odpowiada zakłopotana.
-Czego tu szukałaś?
-Nie, niczego.
Zaskoczona przepuszczam ją do wyjścia nie oporując.

                                                               
                                                                              ***

Czas najwyższy zarabiać na swoją przyszłość. Postanawiam poszperać trochę w internecie na temat jakiejś oferty, zobaczmy, co tu mamy.
-Sprzątaczka, opieka nad dziećmi 13 zł/h. Nie, dziękuję.
-Pracownica w fast foodzie 10zł/h.
-Pracownica biura, stanowisko: asystenka 12 zł/h.
-Nauczycielka plastyki 15/h z możliwością awansu. Tak, to będzie dobre na początek. Zadzwonię tam i umówię się na spotkanie.


                                                                              ***

-Szkoła podstawowa numer 21, w czym mogę pomóc?- Odzywa się głos kobiety w średnim wieku.
-Dzień dobry, mówi Vicktoria Shuffle. Dzwonię w sprawie pracy, czy oferta jest nadal aktualna?- pytam najoficjalniej jak tylko potrafię.
-Oh, tak, jest.Jeśli chodzi o rozmowę kwalifikacyjną mogę umówić panią na 27 sierpnia, czy ta data pani pasuje?
-Tak, z pewnością.- będę musiała się porządnie przygotować, to w końcu za 5 dni razem z tym, oczywiście.
-W takim razie do zobaczenia.- Odzywa się ciepło sekretarka i rozłącza się pierwsza.
Kiedy powiedziałam mojej mamie o zaplanowanym spotkaniu niewiarygodnie się ucieszyła. Wydaje mi się, że przejmuje się tym bardziej ode mnie.
-No proszę, moja córka już niedługo wyniesie się z domu i co ja teraz pocznę- powiedziała wzruszona.
-Mamo, nie przesadzaj, to nie stanie się tak szybko.
-Najbardziej przygnębiające jest to, że jesteś już taka duża- kontynuuje, jakby mnie nie słyszała.
-Okej, mów co chcesz, ale ja wiem swoje- mówię drocząc się, w międzyczasie idąc w stronę swojego pokoju.
Widzę uśmiech mojej mamy kiedy skręcam za rogiem. Może ona ma rację? Może rzeczywiście niedługo będę na tyle samodzielna, że opuszczę ją i siostrę i znajdę własne, małe mieszkanie, po kilku latach wyjdę za mąż i będę miała dzieci? Może za kilkanaście lat będę przeżywać to samo co moja mama?

Rozdział 14



Dzwoni do mnie telefon. Nie wiadomo skąd, domyślam się kto to. Oczywiście mam rację, to Harry.
-Halo?- pytam znużonym od snu głosem.
-Vicki?- ma dziwny, roztrzęsiony głos.
Momentalnie reaguję.
-Co się dzieje?
- Clar... ona... ona....
-Co ona?- Jestem coraz bardziej zaniepokojona.
-Nie żyje.- Teraz jest suchy.
Na moment zamieram. To nie może być prawda, to, co powiedział. Mam tylko nadzieję, że zmyśla by się ze mną spotkać.
-Chyba sobie kpisz. Jestem pewna, że żyje i zaraz odbierze ode mnie telefon i powie, że wszystko jest ok.
-Nie, naprawdę- Jego głos drży.
Mimo tego rozłączam się. Najszybciej jak potrafię wybieram numer Clarissy, oczywiście ze stresu pomyliłam się, bo jednak w głębi duszy czułam, że coś jest nie tak i zadzwoniłam na inny numer.
-Halo?- słyszę rozpłakany głos dorosłej kobiety.
To mama Clar.
-Dzień dobry, Pani Smith. Chciałabym koniecznie porozmawiać z Clarissą.
-Słucham? Dziecko, to ty nic nie wiesz?- Jej głos jest wyraźnie zmęczony i smuty.- Clarissa popełniła dzisiaj samobójstwo, w liście pożegnalnym napisała tylko, że to przez jakiegoś chłopaka, podobno ty wiesz jakiego. Możesz zdradzić mi jego nazwisko?- po tych słowach od razu zrobiłam się nie smuta, ale zła.
-Harry Styles, proszę pani.- mówiąc to, rozłączam się.
Już miałam dzwonić do Harry'ego, lecz nagle pojawiło się połączenie od Amy. Ignoruję ją i nie odbieram. Muszę jak najszybciej porozmawiać z Harrym.
I wtedy się budzę. Jestem cała spocona, a oddech mam przyśpieszony.
,,To był tylko sen'' uspokajam się. Czuję jednak nadal, że był bardzo rzeczywisty. Nie. To się nie zdarzy. Clar jest silna. Nie podda się.
Chyba.
Bardzo szybko wybieram numer Clarissy.
-Halo?- odbiera po jednym sygnale, a ja czuję ogromną ulgę.
-Clar, czy wszystko w porządku?
-Tak, czemu pytasz, coś nie tak? Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć?
-Nie- Z ulgą przyznaję sobie w myśli, że to na 100% był sen.
-Uhm. ok. No to... cześć.
-Nie, Clar?
-Tak?
-Czy... spotkamy się dzisiaj?
-Ok, jasne. o 15.00 pod moim domem?
-Dobra.

                                                                               ***

Nadchodzi godzina spotkania. Jadę już pod jej dom. Widzę, jak wychodzi z mieszkania.
-Cześć, czemu byłaś taka zdenerwowana? Coś się stało?

Clarissa's POV

-Miałam okropny sen- przyznaje. Szczerze zdziwiło mnie to. Ona zwykle miewa sny o kucykach pony czy czymś takim.
-Ty? Okropny sen? Co, umarł jakiś kucyk?- żartuję, a ona obrzuca mnie poważnym spojrzeniem.
-Proszę, nie wygłupiaj się, to mi tylko utrudni sprawę.
-Jaką sprawę?- poważnieję.
-W moim śnie chodziło o... Twoją śmierć.
Czuję, że oczy wyskakują mi z orbit. Że co?
-Słucham? Niby czemu miałabym umrzeć?
-W liście pożegnalnym napisałaś, że to przez Harry'ego. To nie był zwykły sen. Wydawał się tak realny...- mówi skręcając w lewo.
-Chyba żartujesz. Już dawno się nim nie przejmuję- kłamię.
-Obiecujesz mi, że nie popełnisz przez niego samobójstwa?
-Obiecuję.