środa, 1 lipca 2015

Rozdział 14



Dzwoni do mnie telefon. Nie wiadomo skąd, domyślam się kto to. Oczywiście mam rację, to Harry.
-Halo?- pytam znużonym od snu głosem.
-Vicki?- ma dziwny, roztrzęsiony głos.
Momentalnie reaguję.
-Co się dzieje?
- Clar... ona... ona....
-Co ona?- Jestem coraz bardziej zaniepokojona.
-Nie żyje.- Teraz jest suchy.
Na moment zamieram. To nie może być prawda, to, co powiedział. Mam tylko nadzieję, że zmyśla by się ze mną spotkać.
-Chyba sobie kpisz. Jestem pewna, że żyje i zaraz odbierze ode mnie telefon i powie, że wszystko jest ok.
-Nie, naprawdę- Jego głos drży.
Mimo tego rozłączam się. Najszybciej jak potrafię wybieram numer Clarissy, oczywiście ze stresu pomyliłam się, bo jednak w głębi duszy czułam, że coś jest nie tak i zadzwoniłam na inny numer.
-Halo?- słyszę rozpłakany głos dorosłej kobiety.
To mama Clar.
-Dzień dobry, Pani Smith. Chciałabym koniecznie porozmawiać z Clarissą.
-Słucham? Dziecko, to ty nic nie wiesz?- Jej głos jest wyraźnie zmęczony i smuty.- Clarissa popełniła dzisiaj samobójstwo, w liście pożegnalnym napisała tylko, że to przez jakiegoś chłopaka, podobno ty wiesz jakiego. Możesz zdradzić mi jego nazwisko?- po tych słowach od razu zrobiłam się nie smuta, ale zła.
-Harry Styles, proszę pani.- mówiąc to, rozłączam się.
Już miałam dzwonić do Harry'ego, lecz nagle pojawiło się połączenie od Amy. Ignoruję ją i nie odbieram. Muszę jak najszybciej porozmawiać z Harrym.
I wtedy się budzę. Jestem cała spocona, a oddech mam przyśpieszony.
,,To był tylko sen'' uspokajam się. Czuję jednak nadal, że był bardzo rzeczywisty. Nie. To się nie zdarzy. Clar jest silna. Nie podda się.
Chyba.
Bardzo szybko wybieram numer Clarissy.
-Halo?- odbiera po jednym sygnale, a ja czuję ogromną ulgę.
-Clar, czy wszystko w porządku?
-Tak, czemu pytasz, coś nie tak? Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć?
-Nie- Z ulgą przyznaję sobie w myśli, że to na 100% był sen.
-Uhm. ok. No to... cześć.
-Nie, Clar?
-Tak?
-Czy... spotkamy się dzisiaj?
-Ok, jasne. o 15.00 pod moim domem?
-Dobra.

                                                                               ***

Nadchodzi godzina spotkania. Jadę już pod jej dom. Widzę, jak wychodzi z mieszkania.
-Cześć, czemu byłaś taka zdenerwowana? Coś się stało?

Clarissa's POV

-Miałam okropny sen- przyznaje. Szczerze zdziwiło mnie to. Ona zwykle miewa sny o kucykach pony czy czymś takim.
-Ty? Okropny sen? Co, umarł jakiś kucyk?- żartuję, a ona obrzuca mnie poważnym spojrzeniem.
-Proszę, nie wygłupiaj się, to mi tylko utrudni sprawę.
-Jaką sprawę?- poważnieję.
-W moim śnie chodziło o... Twoją śmierć.
Czuję, że oczy wyskakują mi z orbit. Że co?
-Słucham? Niby czemu miałabym umrzeć?
-W liście pożegnalnym napisałaś, że to przez Harry'ego. To nie był zwykły sen. Wydawał się tak realny...- mówi skręcając w lewo.
-Chyba żartujesz. Już dawno się nim nie przejmuję- kłamię.
-Obiecujesz mi, że nie popełnisz przez niego samobójstwa?
-Obiecuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz